Get ready for the next Battle!
Tekken 6 wydawany (i tworzony?) przez Namco Bandai był grą, na którą niewątpliwe od jakiegoś czasu czekałem. Powiem więcej -- Tekken 6 był grą, która zdecydowała o wyborze platformy -- w końcu jeśli jest już nawet Tekken na Xboxie to nie może to być zły sprzęt…
Wydana pod koniec 2009 roku gra zawiodła wielu. Tryby rozgrywki, grafika, oraz spaprany momentami gameplay zadecydowały o tym, że Tekken 6 nie okazał się hitem sprzedaży w ubiegłym roku.
Czy mimo wszystko saga rodziny Mishima (lub historia korporacji Mishima Zaibatsu) jest kiepską grą, czy może jest to po prostu wina zbyt mocnych tytułów, które pojawiły się na rynku razem z Tekkenem? O tym przeczytacie dalej.
Klan, i Barwy Szczęścia jako bijatyka!
To były moje pierwsze skojarzenia kiedy odpaliłem tryb Scenario Campaign. Głównym bohaterem całego scenariusza jest nowa postać o imieniu Lars Alexandersson, który wygląda jak połączenie Goku z Billem z Tokyo Hotel. Jego towarzyszką (tryb Scenario Campaign jest trybem kooperacji -- a jak) jest niejaka Alisa Bosconovitch - cyborg, z którego ramion wysuwają się piły łańcuchowe.
O ile Lars jako tzw. baddass mi się zupełnie nie podoba, to Alisa daje radę, i muszę przyznać, że pomysł na absurdalną postać był przedni. Wolę tego typu zawodników od postaci typu Kuma, Roger Jr., czy Mokujin. Po prostu widząc taką Alisę nie czuję się wciskany do salonu z niestrawną japońszczyzną. Tak niestety jest w przypadku postaci typu Roger Jr.
Na początku panowie z Namco serwują nam 6 filmików, które wprowadzają nas w zawiłą historię serii Tekken. Dowiadujemy się o Heihachim, jego ojcu Jinpachim, Kazuyi, czy wreszcie poznajemy Jina Kazamę.
Nasz zapał powinien jednak osłabnąć w momencie gdy pojawi się Lars, i jego jakże porywająca historia. Niestety scenariusz w Tekken 6 należy traktować z dużym przymrużeniem oka, nie jest to już to samo co Tekken 3, czy nawet Tekken 4.
Od piątek części poziom “skryptu” skutecznie osłabł, dlatego radziłbym go pominąć w rozważaniach nad oceną gry. Traktujcie to jako konieczność, a nie powód do zachwytów. Od co kolejny raz panowie z Namco starają się nam wcisnąć swój tryb Tekken Force, tym razem jest to po prostu wciskanie tego trybu na siłę. Czy mi się to podoba? Nie. Czy mam coś na przeciwko? Również nie. Denerwuje mnie jedynie, że tak dużo kasy zdobywanej podczas gry pochodzi właśnie z tego trybu. Jest to tak naprawdę jedyny minus.
Rozgrywka
Jako długoletni gracz serii mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jest naprawdę dobrze. Tekken to nadal Tekken, i gdy ominiemy szerokim łukiem tryb Scenario Campaign (lub po prostu potraktujemy go z przymrużeniem oka) okaże się, że Tekken 6 jest świetną edycją bijatyki od Namco.
Klasyczny tryb rozgrywki Arcade naprawdę bawi, i po za przyciężkim przed ostatnim Jinem Kazamą, i absurdalnie wykonanym Azazelem gra naprawdę potrafi sprawić wiele radości.
Pozostałe tryby czyli Survival, Gold Rush, Tekken Tag, Time Attack, również specjalnie się nie zmieniły i oferują nam to czego mogliśmy się spodziewać. Grywalność jaką oferuje Tekken 6 stoi na najwyższym poziomie, i jest od wielu lat domeną serii. Nie grałem w lepszą bijatykę. Nie przekonało mnie do siebie Dead or Alive, nie przekonał mnie Virtua Fighter, czy Soul Calibur, tak jak zrobił to Tekken, w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia.
Warto również wspomnieć o nowości w tej serii jaką jest tryb Online. Tutaj zostałem naprawdę pozytywnie rozczarowany. Przeciwników konsola znajduje błyskawicznie, a co najważniejsze nie występują lagi. Wszystko chodzi płynnie, zupełnie tak, jakby gracz po drugiej stronie kabelka siedział obok nas. Kudos dla Namco za włożony wysiłek w sieciowy tryb.
Do dyspozycji mamy mecz rankingowy, oraz potyczki, które nie liczą się do naszego rankingu. Może nie jest to za dużo, ale w bijatyce w zupełności wystarczy by świetnie się bawić.
Dodatkową atrakcją w Tekken 6 jest możliwość “przebierania“ swoich postaci. Za kasę zdobytą (głównie w trybie scenariusza) możemy kupić nowe ciuchy, tak by postać, którą gramy najbardziej odzwierciedlała nasze wewnętrzne ja.
Warto wspomnieć również o tym, iż poszczególne ciuchy mogą mieć wpływ na to jaką mamy obronę, atak, itd. Warto o tym pamiętać dokonując zakupów za nasze ciężko zdobyte pieniążki.
Grafika
O grafice mogę powiedzieć tyle, że na pewno nie jest brzydka. Widać niestety to, że gra została oryginalnie wydana w 2008 roku na automatach, przez co nie ma już takiego “wow” z jakim mieliśmy do czynienia zawsze gdy wychodziła kolejna część serii.
Tym razem jest po prostu porządnie, grafika nie boli, tekstury również. Mogę przyczepić się jedynie do trybu Scenario Campaign, oraz do momentami przeciętnych aren. Jeśli chodzi o same areny, na których przyjdzie się nam pojedynkować, to dodano do nich możliwość destrukcji, która niestety wygląda przeciętnie. Mimo wszystko warto docenić ten krok na przód. Mam nadzieję, że następnym razem będzie dużo lepiej.
Rozczarowują trochę filmiki. To nie jest już to samo. Kiedyś grając w Tekken 3, i oglądając filmiki po zakończonym trybie Arcade szczękę zbierałem z podłogi godzinami. Pamiętam, że potrafiłem oglądać te wszystkie filmy w galerii gry długo po ukończeniu gry wszystkimi postaciami. W szóstce tak nie jest. Filmiki owszem są ładne, ale daleko im do jakości jaką oferuje Mass Effect, Modern Warfare, czy chociażby Star Wars: The Force Unleashed. Są solidne, ale niestety tylko tyle.
Muzyka
Soundtrack w grze nie rozczarowuje, jak zwykle dostaliśmy porządną dawkę muzyki wykonanej przez japońskich muzycznych rzemieślników.
Szczególnie w ucho wpadł mi motyw, który leci podczas finałowej walki z Azazelem w trybie Arcade. Reszta została przeze mnie nie zauważona, co jest dowodem na to, że muzyka sprawuje w grze swoją funkcję w sposób idealny.
Ocena
Jak oceniłbym Tekken 6? Wielu uznało tą grę za niewypał. Wspomnieć można o tym, że na Metacritic gra uzyskała ledwo wynik równy 80. Nie jest to wysoko jak na króla bijatyk. Dla porównania Street Fighter IV uzyskał wynik 93. Czy jest to zatem zła gra? Zdecydowanie nie. Jeśli jesteście fanami Tekkena gra powinna wam przypasować, jeśli graliście we wspomnianego przed chwilką Street Fightera, i nie za bardzo się Wam spodobał możecie spróbować Tekken 6 -- nie powinniście być rozczarowani.
Co zatem z całą resztą, która nie należy do powyższych kategorii? Wybór należy do Was, jeśli znajdziecie gdzieś grę w okazyjnej cenie, i lubcie ten gatunek brałbym bez zastanowienia. Według mnie nie ma lepszej “fighting game” od Tekken 6. Gra powinna się spodobać każdemu (moja dziewczyna grała w szóstkę dobrą godzinę, bawiąc się przy tym świetnie -- dla przykładu, Left 4 Dead nie spodobało się już tak jak Tekken).
W podjęciu decyzji pomoże Wam mam nadzieję wideo, które przygotowałem. Ja już się żegnam i wystawiam ocenie ocenę 4/5.





